Listopad przyniósł wiele nowych emocji do świata gier. Aktualnie trwają przynajmniej dwa „medialne skandale”, oba związane ze znanymi i (jak dotąd) renomowanymi markami. Dzisiaj przyjrzymy się koszmarowi PR-owemu, jakim okazała się zapowiedź gry Diablo Immortal od Blizzarda. Nad betą Fallouta 76 od Bethesdy będziemy pastwić się innym razem.

Trudne losy Diablo

Serię Diablo śledzę od lat. Moje najwcześniejsze wspomnienia z marką są związane z jakimś skandalem prasowym. Gra miała w opinii (chyba?) kościoła katolickiego, a może jednego z wyznań protestanckich, promować satanizm i demonologię. W tej chwili nie jestem nawet pewny, czy tego nie zmyślam, ale wydaje mi się, że jakoś na samym początku tego wieku czytałem serię artykułów na ten temat. A że miałem wtedy koło dziesięciu lat, to oczywiście niewiele pamiętam.

Pamiętam za to legendarne Diablo 2. To była jedna z tych gier, które przebijają się do szerszej świadomości społecznej. Można było przejechać się autobusem lub przejść się po osiedlu  i po prostu usłyszeć, jak parę osób, choć zwykle byli to młodzi faceci, rozmawiało o Diablo. Rozmawiało oczywiście w tym dziwacznym slangu („miałem dobry drop z Mefisto”), który pojąłem dopiero, gdy sam zacząłem grać w produkcje od Blizzarda. Pomijając zbędne szczegóły – przeszedłem obie części Diablo z opóźnieniem względem dat oryginalnych premier, ale miałem już obie „za sobą”, gdy wiele lat temu pojawiły się pierwsze zapowiedzi Diablo 3.

Piszę o tym dlatego, że pamiętam tamte emocje i tamte, hmm, nazwijmy to „skandale”. Była walka o estetykę serii – starsi gracze naciskali na powrót do wyraźnie mroczniejszej palety barw, Blizzard, zachęcony być może sukcesem World of Warcraft, celował w bardziej pastelowe kolorki. Była też wielka afera związana z mechaniką „domu aukcyjnego”, którego implementacja całkowicie zmieniła oblicze endgame’u. Ten paragraf ma uświadomić nam dwie rzeczy. Po pierwsze, Diablo od dawna budzi kontrowersje, często dobrze uzasadnione. Po drugie, wydaje się, że Blizzard „utracił kontakt” ze społecznością hardkorowych graczy już przynajmniej dekadę temu, więc aktualny skandal nie jest może tak zaskakujący, jak się z początku wydaje. A co się wydarzyło?

Klasy postaci z gry Diablo Immortal.

BlizzCon 2018

Nieco ponad tydzień temu zakończył się BlizzCon 2018, specjalny konwent, na który Blizzard zaprasza co roku swoich fanów. Tym razem atmosfera była szczególna, bo w kuluarach chodziła pogłoska, że wreszcie poznamy dalsze losy serii Diablo. Większość publicystów branżowych stawiała na jeden z trzech możliwych scenariuszy:

  1. zapowiedź trzeciego dużego dodatku do Diablo 3 – najmniej prawdopodobna wersja, noale warto rozważyć wszystkie opcje, a bazowa gra nadal wydaje się być nieco „pusta”, nawet po dodaniu rozszerzenia fabularnego Reaper of Souls, pakietu nekromanty i tych wszystkich bezpłatnych poprawek.
  2. Diablo MMO – pomysł ciekawy, zwłaszcza, że World of Warcraft łapie zadyszkę po wielu latach dominacji na rynku gier sieciowych. To akurat byłaby bardzo intrygująca wiadomość, z chęcią zobaczyłbym, jak Diablo mogłoby funkcjonować jako MMO.
  3. Diablo 4 – rozwiązanie klasyczne, dość przewidywalne, niemniej – oczekiwane. Do tego wątku jeszcze wrócimy pod koniec tekstu.

Jakie więc zdziwienie zapanowało na sali, gdy Blizzard zapowiedział Diablo Immortal, port serii na urządzenia mobilne. To był ten zapowiadany, „wielki news”. Na sali najpierw zapadło niezręczne milczenie, potem padło to już legendarne pytanie: „czy właśnie trwa spóźniony żart z okazji Prima Aprilis?”. Nie, to zdecydowanie nie był żart, a po prostu medialna i społecznościowa wtopa. Jej rozmach przerósł chyba jednak nawet oczekiwania najbardziej zaciekłych wrogów Blizzarda.

Diablo Immortal i rynek gier mobilnych

Czym więc jest Diablo Immortal? To najnowsza odsłona serii hack’n’slashów, która w zasadzie powołała do istnienia ten gatunek gier. Diablo Immortal trafi tylko na urządzenia mobile – smartfony i tablety z systemami operacyjnymi Android lub iOS. Czy przewidywana jest wersja PC-towa lub konsolowa? Na razie nie, choć rzecz jest dość dynamiczna. Może Blizzard na dniach się przełamie i coś jednak zapowie.

Dobra, na start dwie informacje podstawowe. Środowisko poważnych graczy – bo to wydaje mi się zgrabna lokalizacja terminu hardcore gamers z anglosaskiej publicystyki – ma bardzo negatywny stosunek do gier mobilnych. Uwielbiają je za to niedzielni gracze (casual gamers). To raz. Dwa – rynek gier mobilnych oferuje wprost niewyobrażalną szansę na monetyzację rozgrywki, tam można zarobić dosłowne góry złotych monet. Nawet tak rozpoznawalne produkcje z segmentu 3xA, jak Overwatch czy wydane ostatnio Red Dead Redemption 2 nie są w stanie zbliżyć się do zarobków, jakie przynoszą Candy Crush czy… hm, no właśnie, mam problem nawet z wymienieniem nazw tych produkcji. Prawie ich nie znam. Co ciekawe, uważam, że na rozpisce hardcore / casual lokuję się gdzieś w połowie drogi – wiele lat temu z pewnością byłem tym słynnym „poważnym graczem”, teraz, gdy od paru lat pracuję na czymś w rodzaju „pełnego etatu”, widzę, jak się „casualizuję”, jak coraz chętniej sięgam po gry prostsze, mniej angażujące czasowo i emocjonalnie. Na rynek gier mobilnych patrzę więc z coraz mniejszym sceptycyzmem.

Zastanówmy się nad przykładem Bethesdy. To poważne studio – choć Fallout 76, jak na razie, sugeruje zmianę tego tytułu – które w ostatnich latach dwa razy z sukcesem weszło na rynek gier mobilnych. Za każdym razem podczas konferencji na targach E3, a więc przed widownią porównywalną do BlizzConu. Bethesda zapowiedziała Fallout Shelter przy okazji Fallouta 4 i równolegle The Elder Scrolls: Blades oraz The Elder Scrolls VI. Jaka była reakcja fanów? Niezwykle entuzjastyczna.

Blizzard mógł zatem rozegrać swoją prezentację lepiej. Zagrał jednak bardzo źle: zebrał najpoważniejszych ze swoich fanów z całego świata, rzucił im trailer gry mobilnej i zapowiedź, że nie planują niczego konkretnego w kontekście bardziej poważnych platform do grania. Następnie, przytłoczony negatywną reakcją w mediach społecznościowych, rozpoczął proces kasowania komentarzy na YouTube’ie. Podobno też wyczyścił część „łapek w dół”, choć dowody, które widziałem są tylko częściowo przekonujące. W chwili, gdy piszę te słowa, trailer Diablo Immortal ma 23 tysiące polubień i 623 tys. „anty-polubień” na YT. To mniej niż cztery procent pozytywnych reakcji – tak zły wynik, jakiego chyba nigdy nie widziałem w mediach społecznościowych.

Tak na razie wygląda przyszłość Diablo. W sumie to zabawna sprawa, rzeczywistość pisze doskonałe – i głęboko absurdalne – scenariusze.

Co dalej zrobi Blizzard?

Pytanie bez wątpienia jest dobre, choć trudno prognozować, jak potoczą się dalsze wydarzenia. Wejście na rynek gier mobilnych przez tak dużego gracza, jak Activion Blizzard zmieni oblicze tego rynku. Dodajmy do tego szansę na gigantyczne zarobki oraz szybko zmieniające się otoczenie technologiczne. Dzisiejsze tablety, ba, dzisiejsze smartofny, są często wyposażone w lepszy sprzęt niż konsole sprzed kilku(-nastu) lat. Na horyzoncie mamy zaś technologię strumieniowania gier oraz Internet 5G. Być może, patrząc strategicznie, ostry zwrot w kierunku rynku mobilnego to najlepsza decyzja finansowa, jaką mógł podjąć Blizzard. Pytanie tylko, czemu ich PR jest tak nieudolny?

Gdyby wzięli przykład z Bethesdy, to równolegle zapowiedzieliby mobilne Diablo Immortal i jakąś dużą grę komputerową / konsolową, np. Diablo MMO lub Diablo 4. Jason Schreier z Kotaktu sugeruje, że pełnoprawna czwarta odsłona serii jest już „w produkcji” i że nawet miała być zapowiedziana podczas feralnego BlizzConu. Trudno powiedzieć, czemu jednak nie została zapowiedziana i moim zdaniem ten fakt nieco uderza w teorię. Być może właśnie teraz Blizzard, przerażony gigantyczną falą krytyki, w pośpiechu przygotowuje jakąś zapowiedź dla środowiska poważnych graczy. Na razie zapowiedzieli – podczas BlizzConu, serio! – że pracują nad mobilnymi grami związanymi z wszystkimi markami, jakie posiadają w portfolio. Szykuje się zatem mobilna adaptacja Diablo, o której rozmawiamy dzisiaj, a także gry na smartfony związane z Overwatchem, Starcraftem i Warcraftem. W mojej opinii to wygląda na pełnoprawną zmianę kursu całego studia, a nie jakiś jednorazowy „skok w bok”. Najwyraźniej Blizzard swoją przyszłość widzi w rynku gier mobilnych – no i być może to jest dobra wiadomość, trudno powiedzieć.

To z pewnością zła wiadomość dla poważnych graczy, a dobra dla graczy niedzielnych. Ponieważ, jak wspominałem, na tej podziałce znajduję się gdzieś w połowie drogi, to trudno mi zebrać się na jednoznaczną wściekłość lub entuzjazm. Jestem przede wszystkim zdziwiony rozmiarem katastrofy PR-owej i nieudolnym planem wyjścia z niej.

Na miejscu Blizzarda ogłosiłbym jednocześnie pracę nad Diablo Immortal i Diablo 4. To jednak zabawa w „co by było, gdyby”. Co zatem Blizzard powinien zrobić teraz?

  • Przeprosić fanów.
  • Przestać kasować komentarze na YT.
  • Zapowiedzieć, że w ciągu najbliższych lat będą dalej wspierać produkcje z segmentu 3xA.
  • Pokazać ładny trailer Diablo 4 lub Diablo MMO.
  • Wyjaśnić, że potrzebują pieniędzy, jakie oferuje rynek mobilny, by dalej być konkurencyjnym studiem. 

To mogłoby rozwiązać parę problemów. Na razie jednak przygoda trwa w najlepsze, a znając pomysłowość PR-owców Blizzarda sądzę, że są w stanie wygenerować jeszcze kilka odklejonych od rzeczywistości i absurdalnych oświadczeń prasowych. Będzie się działo.